piątek, 22 września 2017

„Umrzeć po raz drugi” Tess Gerritsen


„Umrzeć po raz drugi” to już jedenasta część cyklu o doktor Maurze Isles i detektyw Jane Rizzoli. Poprzednie dwie części cyklu były dobre, ale zabrakło mi w nich tego, czego w książkach tej autorki lubię najbardziej. Mam tu na myśli opisy miejsca zbrodni i sekcji zwłok. Jak pod tym względem wypadł natomiast kryminał „Umrzeć po raz drugi”?

Tym razem nasz zgrany duet zajmuje się brutalnym morderstwem myśliwego i preparatora zwierzęcych zwłok - Leona Gotta. Został on powieszony za nogi, z rozciętym tułowiem i usuniętymi wnętrznościami, na takiej wysokości, by pies i kot mogli obgryzać jego zwłoki. Jane i Maura domniemają, że tak nieszablonowa zbrodnia będzie odosobnionym przypadkiem. Jednak wraz z rozwojem śledztwa tropy prowadzą do innych miast Stanów Zjednoczonych, a nawet do Afryki, gdzie przed sześcioma laty została zamordowana grupa turystów na safari.  Teraz morderca zaatakował w Bostonie. Rizzoli i Isles nie mają innego wyjścia jak wywabić go z cienia i schwytać zarzucając przynętę w postaci niedoszłej ofiary. 


Jak ja tęskniłam za takim wydaniem Tess Gerritsen. Zdecydowanie brakowało mi takich wręcz obrzydliwych opisów w poprzednich częściach. Również dobrym posunięciem okazało się ograniczenie przez autorkę wątku obyczajowego, który w kilku poprzednich książkach stanowił dość dużą część fabuły. Pozycja dzięki temu stała się bardziej trzymająca w napięciu, akcja była bardziej dynamiczna, bo nie została „zapchana” losami bohaterów i ich rodzin. 

Autorka w swoim stylu stworzyła kryminał pełny zwrotów akcji z przemyślaną i dopracowaną zagadką. Tym razem Tess Gerristen zabrała nas do Afryki, gdzie za sprawą opisu buszu, zwierząt i czyhającego na każdym kroku niebezpieczeństwa stworzyła niezwykły klimat powieści. Jest to więc powieść oryginalna i nieszablonowa. Muszę również podkreślić to, że pomimo tego iż jest to już jedenasta część cyklu, ani przez chwilę nie odczułam, jakby książka była pisana na siłę. Wręcz przeciwnie - jestem pewna, że autorka ma jeszcze wiele pomysłów na ten cykl i nie raz nas jeszcze zaskoczy. Już niedługo będziemy mogli się o tym przekonać, bowiem 25 października wychodzi kolejna część cyklu pt. „Sekret, którego nie zdradzę”. 

Podsumowując, „Umrzeć po raz drugi” to wspaniały kryminał, który Was zaskoczy, obrzydzi, pobudzi Wasze szare komórki do myślenia i sprawi, że będziecie chcieli więcej. Tess Gerritsen po raz kolejny udowodniła, że jest mistrzynią tego gatunku. Polecam! 


Inne książki tej autorki zrecenzowane przeze mnie:

wtorek, 19 września 2017

„Sanatorium pod Zegarem” Liliany Fabisińskiej

„Sanatorium pod Zegarem” to nie jest pierwsza książka Liliany Fabisińskiej, po którą sięgnęłam. Jak dotąd przeczytałam już „Śnieżynki”, a także „Córeczkę” więc powieści poruszające dość trudne i kontrowersyjne tematy. Z ogromną chęcią przeczytałam więc pozycję, która jest lżejsza i mniej wymagająca. 

Głównymi bohaterkami książki są Natalia i Nina - dwie zupełnie różne kobiety. Natalia, wbrew temu co wskazuje imię, to starsza kobieta, z ogromnym bagażem doświadczeń życiowych, właścicielka zakładu fotograficznego. Z powodu poważnej choroby płuc wskazane jest, aby wybrała się do sanatorium. Po kilku latach czekania w końcu znajduje się dla niej miejsce w sanatorium „Marzenie” w jednym z najbardziej popularnych miast uzdrowiskowych w Polsce - w Ciechocinku. Niestety, pomimo wszelkich zakazów kobieta musi wyjechać z uzdrowiska na 36 godzin, aby wykonać najważniejsze zdjęcie w swoim życiu. Nina natomiast to pewna siebie bizneswoman, która pracę stawia na pierwszym miejscu. Wraz z siostrami prowadzi bardzo dobrze prosperującą firmę, która jest dla niej wszystkim. Nieszczęśliwy wypadek sprawia, że kobieta staje się tymczasową kaleką, jest zmuszona przesunąć ślub i wbrew swojej woli wyjechać do Ciechocinka, aby tam, z pomocą specjalistów, dojść do siebie. Dwie różne kobiety, które napawają do siebie wrogością, dwa różne charaktery, a po środku pies i trup w basenie, za którego zabicie obwiniane są Natalia i Nina. 


„Sanatorium pod Zegarem” to przeurocza książka, od której nie mogłam się oderwać. Z niecierpliwością czekałam na to, jak dalej potoczą się losy głównych bohaterek - jaką tajemnicę skrywa Natalia? Po co musi jechać do Krakowa? Kto jest mordercą? Na szczęście na końcu książki otrzymałam w pełni satysfakcjonującą mnie odpowiedź. Najbardziej jednak przypadła mi do gustu kreacja bohaterów. Liliana Fabisińska stworzyła niezwykłe kobiety, które są ciekawe, intrygujące i posiadaje tajemnice. Na szczególną uwagę zasługuje przeszłość Natalii, której opowieść niezwykle mnie wzruszyła i zaciekawiła. Ta książka to bitwa dwóch pokoleń, dwóch silnych charakterów. Powieść łamie niejedno tabu i zadaje kłam stereotypom. Ani niezwykle pogodna staruszka, ani kręcąca nosem i pewna siebie Nina nie są takie, jak się wszystkim wydaje. Natalia, pomimo wieku, jest osobą posiadającą nieskończone pokłady energii i pozytywnego myślenia. Niejedna nastolatka mogłaby jej pozazdrościsz podejścia do życia. Natomiast Nina to zimna bizneswoman, która dzięki swojej współlokatorce pozwala sobie na odrobinę szaleństwa. 

Pomimo tego iż książka jest lekka, przyjemna a przede wszystkim zabawna, to również jest to powieść mądra i dająca do myślenia. Liliana Fabisińska pokazuje, że różnica wieku nie jest przeszkodą w zawieraniu znajomości, że pomimo dzielących osoby lat, można się dogadać i stworzyć piękną relację. Autorka daje nam również do zrozumienia, że nie każda starsza pani to upierdliwa kobieta, zmęczona życiem, przy której trzeba czuwać dwadzieścia cztery godziny na dobę. Zdarzają się również pogodne staruszki, pragnące wycisnąć z życia ostatnie soki, jeżdżące stuningowanym fiatem 126p i odróżniające puder kryjący od matującego. 

Powieść jest dopracowana i pod względem wątku kryminalnego, i pod względem wątku obyczajowego. Fabisińska, jak już się przekonałam czytając jej inne książki, ma niezwykle lekkie pióro, które uwielbiam. Fabuła tak mnie wciągnęła, że nie zauważałam przewijanych stron. Jestem również pod wrażeniem wykreowanego świata, sposobu przedstawienia Ciechocinka, a także relacji i zwyczajów jakie można zauważyć w zachowaniach kuracjuszy (dowiedziałam się z książki, że jeśli usiądziemy w uzdrowisku na krańcu ławki to oznacza, że jesteśmy otwarci na nową znajomość 😉). 

Podsumowując, „Sanatorium pod Zegarem” to lekka, przyjemna, zabawna oraz pełna przygód i zwrotów akcji powieść, która bezapelacyjnie skradła moje serce. Polubiłam Fabisińską w takim wydaniu i zdecydowanie chce więcej. Już się nie mogę doczekać, kiedy sięgnę po następne części cyklu Jak pies z kotem, w których poznam dalsze losy Natalii i Niny. Polecam! 




Inne książki tej autorki zrecenzowane przeze mnie: 
Córeczka Śnieżynki


Recenzja została napisana w ramach współpracy z portalem:

sobota, 16 września 2017

Temat w 5 smakach, czyli 5 ulubionych książek z okresu bycia nastolatką


Witajcie! 
Ostatnio naszła mnie refleksja na temat tego, jak bardzo, z biegiem czasu, zmienił się mój gust czytelniczy. Dlatego też przygotowałam dla Was zestawienie 5 ulubionych książek, które czytałam będąc dzieckiem i  nastolatką, czyli doooobre kilka lat temu. Nasuwa się jeden wniosek - byłam bardzo monotematyczna. Czytałam zazwyczaj serie, rzadko sięgałam po pojedyncze książki. Ale cóż, zapraszam niżej :) 

Ania z Zielonego Wzgórza Lucy Maund Montgomery

Tej książki chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Tego Rudelca zna każdy. A ja pokochałam ją w czwartej klasie szkoły podstawowej, kiedy to powieść ta była lekturą. Tak bardzo polubiłam się z Anią, że po przeczytaniu pierwszej części, sięgałam po kolejne. Ile ja łez wylałam wraz z główną bohaterką, ojej! 







Kumpelki, randki Cathy Hopkins 

Ta książka, a raczej cykl, jest znacznie mniej popularny. Składa się 11 części i opowiada o czterech przyjaciółkach, które radzą sobie z młodzieńczymi problemami. Uwielbiałam ten cykl i pamiętałam, że z niecierpliwością czekałam aż w końcu ktoś odda w bibliotece następne części. Czytałam te książki w gimnazjum i wręcz zarywałam dla nich noce! 


Jeżycjada, Małgorzaty Musierowicz 
Kolejny cykl, który zna chyba każdy. Ostatnio będąc w Poznaniu poszłam pod kamienicę, w której „mieszka” rodzina Borejków. Powróciły wspomnienia i znowu nabrałam chęci, aby sięgnąć po ten cykl, ale chyba nie znajdę dla niego czasu, a szkoda... Niestety nie przeczytałam także ostatnich, najnowszych książek. A może lepiej rzucić w kąt te wszystkie nowości i bestsellery i powrócić do czasów bycia nastolatką? Jeżycjada składa się z 21 części! Pierwsza z nich - Szósta klepka - została wydana w 1977 r., natomiast najnowsza - Feblik - w 2015. 



Plotkara Cecily von Ziegesar
Gdy przeczytałam wszystkie części Jeżycjady i Ani z Zielonego Wzgórza nadeszła era Plotkary - serii już bardziej dojrzałej. Cykl ten również zna większość z Was, a jak nie, to może kojarzy chociaż serial, który, swoją drogą, również oglądałam dość niedawno i po raz kolejny zakochałam się w bohaterach. Plotkara kojarzy mi się z latem i kocem, bo to właśnie w taki sposób czytałam cały cykl.





Jesienna miłość Nicholas Sparks
Koniec gimnazjum i początek liceum to Sparks, Sparks i jeszcze raz Sparks. Zanim jednak zaczęłam czytać jego książki obejrzałam Szkołę uczuć i Pamiętnik nie wiedząc jeszcze, że to film na podstawie powieści. Dopiero po jakimś czasie znalazłam o tym informację w Internecie i zapragnęłam mieć Jesienną miłość. Moje marzenie spełniło się w szesnaste urodziny, kiedy to od koleżanek dostałam właśnie tę powieść. No i cóż... Kompletnie przepadłam w twórczości Sparksa i do dziś nic się w tej kwestii nie zmieniło.  




A Wy co czytałyście będąc nastolatkami? Znacie wszystkie książki przedstawione przeze mnie? Koniecznie dajcie znać! 


Miłej soboty, 




środa, 13 września 2017

„Ósmy cud świata” Magdaleny Witkiewicz


Nie mogłam doczekać się tej premiery. Wręcz odliczałam dni do tego, kiedy w końcu na półki księgarń trafi najnowsza książka Magdaleny Witkiewicz. Z zazdrością przeglądałam zdjęcia na Instagramie, na których to recenzentki chwaliły się paczką od samej autorki. Pewnego poranka szczęście i do mnie się uśmiechnęło. Otrzymałam pięknie zapakowaną paczkę, a w środku znalazłam nie tylko „Ósmy cud świata”, ale także wisiorek, zakładkę i herbatką. Z wypiekami na twarzy od razu zabrałam się do lektury! 

Anna jest singielką. Spełnia się zawodowo, żyje wygodnie, bez zobowiązań i uwielbia podróże. Na pierwszy rzut oka niczego jej nie brakuje. Jednak wbrew pozorom, kobieta nie czuje się spełniona. Nie dość, że wplątuje się w dziwną relację ze swoim szefem, to jeszcze nie może mieć tego, czego tak bardzo pragnie. Aby uporządkować swoje życie, wybiera się w podróż do Wietnamu. Nie wie jednak, że ta magiczna podróż pozostawi po sobie aż tak duży ślad. Dzięki tej podróży Anna odnajdzie wreszcie swój ósmy cud świata. 


„Ósmy cud świata” to książka inspirowana podróżą Magdaleny Witkiewicz do Wietnamu w 2014 roku, gdzie autorka reprezentowała Polskę na Międzynarodowym Festiwalu Literatury Europejskiej w Hanoi. Witkiewicz, za sprawą kartek papieru, zabiera nas w niezwykłą i magiczną podróż do najpiękniejszych miejsc na świecie. Razem z bohaterami czujemy klimat kraju, gorącą wilgoć, zachwycamy się widokami zapierającymi dech w piersiach. Jestem pod wrażeniem tego, jak autorka w tak subtelny sposób „przemyciła” nam różnego rodzaju legendy wietnamskie, zwyczaje, a także opisała tętniące życie Hanoi. Zazwyczaj takie rzeczy mnie nudzą, ale nie tym razem. Ani przez chwilę się nie nudziłam. Wręcz przeciwnie! Czytałam książkę z wypiekami na twarzy nie tylko ze względu na ciekawą i intrygującą fabułę, ale także na to, że dzięki autorce mogłam bliżej poznać tej wyjątkowy, azjatycki kraj. 

Magdalena Witkiewicz po raz kolejny stworzyła niezwykle magiczną, wyjątkową i klimatyczną powieść, od której naprawdę trudno się oderwać. Autorka wykreowała bardzo realistycznych bohaterów, z prawdziwymi problemami, które może mieć każdy z nas. Dodatkowo, od razu pała się do nich sympatią, bez względu na to, czy postępują według nas dobrze czy źle. „Ósmy cud świata” to nie tylko książka o singielce i jej podróży do Wietnamu. To przede wszystkim dojrzała i mądra powieść, która porusza bardzo trudny temat i zmusza do refleksji. To historia dojrzałej kobiety, której już nie wystarcza to, co ma. Pragnie czegoś znacznie więcej - malutkiej istotki, która wywróci jej świat do góry nogami. Jednak nie jet to takie łatwe, kiedy brakuje kandydata na ojca. Presja otoczenia również jej nie pomaga. 

To, co uwielbiam w książkach Witkiewicz to przede wszystkim emocje i język. Pomimo tego, że moim zdaniem, za dużo w fabule jest zbiegów okoliczności, wszystko to jest rekompensowane przez niezwykłe emocje, jakie towarzyszą podczas lektury. Za sprawą barwnego i plastycznego języka czujemy Wietnam, czujemy problemy bohaterów, chemię między nimi. Tak, tę książkę po prostu się czuje! Dodatkowo, nie zauważa się ilości przewracanych stron. Przeczytałam tę książkę w jeden dzień i... mało mi! Chce więcej! 

Podsumowując, „Ósmy cud świata” to klimatyczna, wzruszająca i pełna ciepła książka, która zabierze Was na wycieczkę do pięknego Wietnamu. To powieść o poszukiwaniu siebie, o samotności w towarzystwie przyjaciół i o tym, że czasami warto odpuścić i zdać się na los. Ta historia pokazuje, że o prawdziwą miłość należy walczyć z całych sił, do samego końca! Krótko mówiąc - z całego serca polecam! 


Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję autorce i wydawnictwu Filia. 




poniedziałek, 11 września 2017

„Zachód słońca w Central Parku” Sarah Morgan


Frankie, główna bohaterka książki, to osoba dość specyficzna. Jest kobietą konkretną i rzeczową. Nie wierzy w prawdziwą miłość i romantyczne związki. Choć z wierzchu wydaje się być silna i opanowana, tak naprawdę jest osobą pełną emocji, a trauma nie pozwala jej normalnie funkcjonować. Jako dziecko musiała poradzić sobie z odejściem ojca i rozwodem rodziców, co niewątpliwie odcisnęło piętno na jej psychice. Jednak udawanie silnej osoby nie może trwać wiecznie. Musi w końcu pozbyć się maski twardzielki, którą nosi od lat. Na szczęście może liczyć na swoje oddane przyjaciółki, a zwłaszcza na brata jednej z nich  - Matta. Lecz co ma robić dziewczyna, kiedy to właśnie Matt staje się problemem, odkrywając przed nią własne sekrety? 


~*~

„Zachód słońca w Central Parku” to książka dość schematyczna i szablonowa. Fabuła powieści jest w takim stopniu przewidywalna, że już przed lekturą znałam zakończenie. Pozycja niczym mnie nie oczarowała, nie zachwyciła i nie sprawiła, że czytałam ją z wypiekami na twarzy. To po prostu lekka, niewymagająca książka, o której szybko się zapomina. Niewątpliwym plusem powieści jej język, który jest lekki i to właśnie on umilił mi lekturę. Autorka podjęła próbę prowadzenia aspektu psychologicznego, który został umieszczony w traumie głównej bohaterki. Frankie nie może pozbyć się przeszłości. Cały czas ma wrażenie, że jest postrzegana przez pryzmat swojej matki. Dodatkowo dziewczyna nie chce angażować się w żaden związek bo jest pewna, że i tak nic z tego nie będzie. Robi wszystko, aby nie zwracać na siebie uwagi facetów - nosi okulary, choć nie musi, zakłada spodnie, gdyż nienawidzi spódnic i sukienek. Jeśli zaś chodzi o innych bohaterów, to moim zdaniem zostali oni wykreowani na ludzi wręcz idealnych. Ciepli, pomocni, bez żadnych skaz i wad. Uważam również, że wątek psychologiczny nie został przedstawiony dość autentycznie. Brakowało mi większej ilości emocji, dzięki czemu książka by mną wstrząsnęła i sprawiła, że zapamiętałabym ją na długo.

Muszę również wspomnieć, iż „Zachód słońca w Central Parku” jet drugą częścią cyklu Pozdrowienia z Nowego Yorku. Nie czytałam pierwszej części, ale w niczym mi to nie przeszkodziło. Doskonale odnajdywałam się w fabule i ani przez chwilę nie miałam wrażenia, że czytam kontynuację. Wszystko to za sprawą tego, iż ktoś inny jest głównym bohaterem. 

Podsumowując, „Zachód słońca w Central Parku” jest książką przewidywalną i szablonową, ale za to lekko napisaną. Jest to powieść niezobowiązująca i niewymagająca. Idealnie sprawdzi się jako odpoczynek po ciężkich książkach. 


Za możliwość przeczytania egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję wydawnictwu: 
http://www.harpercollins.pl/

piątek, 8 września 2017

„Dolina mgieł i róż” Agnieszki Krawczyk


To moje pierwsze spotkanie z twórczością Agnieszki Krawczyk. Sięgnęłam po tę książkę, ponieważ potrzebowałam takiej lekkiej i przyjemnej książki, która byłaby idealna na lato i która umiliłaby mi leżenie na kocu. Czy powieść ta spełniła swoje zadanie? 

Główną bohaterką książki jest Sabina Południewska - pisarka, która szuka natchnienia, aby napisać kolejny bestseller. Pod koniec lata przyjeżdża więc do pałacyku „Pod Graalem i Różą” w Idzie, aby nie tylko w spokoju popracować i pozbyć się blokady twórczej, ale także znaleźć równowagę między sobą a Laurą Rossa, bo pod takim pseudonimem kobieta pisze. Gospodynią pensjonatu jest sympatyczna Mila Mossakowska, natomiast gośćmi - jej specyficzna kuzynka Carmen, profesor Niewiara, a także pułkownik Janicki. Sabina nawet nie wie kiedy poddaje się urokowi pięknej doliny, a także czarowi jej mieszkańców, którzy są wyjątkowi. Każdego dnia świat dla kobiety staje się piękniejszy, a problemy znikają jak ręką odjął. Główna bohaterka poznaje także Teklę Tyczyńską - hrabinę, która tworzy oszałamiające różane kosmetyki, oraz lekarza, który po śmierci żony samotnie wychowuje córeczkę. 


„Dolina mgieł i róż” jest drugą częścią cyklu Magiczne miejsce. Pomimo tego iż pierwszej części nie czytałam, nie miałam nawet najmniejszego problemu ze zrozumieniem fabuły, nie czułam, że czegoś nie wiem. A jeśli czułam - np. nie wiedziałam w jaki sposób Mila poznała swojego męża i w jaki sposób pensjonat znalazł się w ich posiadaniu, autorka od razu, ale dyskretnie, przemyciła dla nas część informacji. Krótko mówiąc - nie musicie czytać pierwszej części, aby sięgnąć po drugą. 

Bardzo podobała mi się kreacja bohaterów. Jestem pod wrażeniem, ponieważ Agnieszka Krawczyk na każdego bohatera miała jakiś pomysł. Każdy z nich jest inny, niezwykle barwny, wyrazisty i niepowtarzalny. Ma swoje indywidualne nawyki, wady i zalety, przez co książka jest jeszcze bardziej intrygująca. Największą zaletą powieści jest natomiast język. Agnieszka Krawczyk wręcz maluje słowem! W książce jest mało dialogów, a dużo opisów, co zazwyczaj mnie drażni i nudzi, ale nie tutaj. W „Dolinie mgieł i róż” opisy są tak prawdziwe, tak bardzo oddające rzeczywistość, że czasami miałam wrażenie i siedzę obok bohaterów, albo wącham róże lub kosmetyki przygotowane przez hrabinę. Zapachy naprawdę się czuję. A opisy okolicy są tak barwne i ujmują, że najchętniej rzuciłabym wszystko i pojechała do Idy. To coś pięknego i rzadko spotykanego. Jest to książka ciepła, magiczna i niezwykle klimatyczna. To taki typ książki, do której się wraca, aby nie tylko dowiedzieć się co nowego u bohaterów, ale przede wszystkim rozkoszować się niezwykłym językiem. Jak już wspomniałam - kupiłam tę książkę, aby przez kilka dni umilić sobie letnie i upalne sierpniowe dni. Niestety - przeczytałam tę książkę w dwa popołudnia. 😊 Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że powieść tę czyta się niezwykle szybko i przyjemnie. 

„Dolina mgieł i róż” to książka bardzo przewidywalna i czytając opis na okładce od razu można domyślić się jak ona się skończy. Na szczęście sposób, w jaki została napisana powieść, rekompensuje wszystko, w związku z czym nic a nic mi to nie przeszkadzało. Irytowały mnie natomiast liczne wtrącenia w postaci cytatów z wielkich dzieł napisanych przez m.in. Jane Austen, Sienkiewicza, Lorca czy Hope'a. Wtrącenia te znajdowały się w dialogach, przez co, moim zdaniem, odbierało książce realizmu. Nikt nie komunikuje się za pomocą cytatów. 

Podsumowując, „Dolina mgieł i róż” to niezwykle klimatyczna, magiczna i pełna uroku książka, z dość przewidywalną fabułą i dobrze wykreowanymi bohaterami. Jest to powieść o przyjaźni, szukaniu swego miejsc na ziemi, a także o tym, że trzeba mocno wsłuchać się w siebie, aby odnaleźć szczęście. Polecam.